Wywiad z nauczycielem historii

Z plecakiem mu do twarzy. Pana Krzysztofa Murawskiego spotykamy w sali nr 20  przy pracach związanych z zakładaniem  szkolnego radiowęzła. Jak zwykle jest bardzo zajęty. Prosi mnie o chwilę cierpliwości. Za moment będę mogła rozpocząć wywiad. W końcu udajemy się do sali nr 16, gdzie mogę zadać kilka przygotowanych wcześniej przeze mnie pytań.

Dzień dobry! Na samym początku chciałabym panu bardzo podziękować za to, że zgodził się pan na to spotkanie. Jest pan bardzo barwną i interesującą postacią, nauczycielem historii i techniki, trenerem, organizatorem wyjazdów i wycieczek. Taki człowiek, jak Pan musi mieć wiele pasji. Przygotowując się do tego wywiadu zasięgnęłam nieco języka i dowiedziałam się, że jedną z nich są podróże. Czy to prawda?

Hmm niech pomyślę. Tak, podróże to zdecydowanie moja największa pasja.

Ale oprócz podróżowania ma pan jeszcze kilka innych, równie ciekawych zainteresowań. Może , mógłby Pan wymienić choć kilka z nich?

Oprócz podróżowania moją pasją jest edukacja, taka przez wielkie E. Lubię rozwijać się, uczyć się nowych rzeczy, poznawać nowe języki. Lubię również pracować z dziećmi, kreatywnie zajmować im czas i uczyć współpracy. Każdą wolną chwilę staram się tak sobie organizować, żeby znaleźć czas na inne zajęcia. Często schodzę do mojego „królestwa” czyli  warsztatu i spędzam tam czasu odnawiając meble. To moja kolejna pasja. Mam szacunek do starych rzeczy i lubię przywracać im dawną świetność. Inną moją pasją jest sport, a przede wszystkim piłka nożna. Kiedy mam tylko czas, to wychodzę na boisko i gram w piłkę z dzieciakami.

Wspomniał Pan o znajomości kilku języków obcych. Osobiście nie zmam nauczycieli, którzy władaliby kilkoma językami obcymi. Niewielu znanych mi dorosłych ludzi posługuje się więcej niż jednym językiem obcym.

Nie powiedziałem, że władam perfekcyjnie kilkoma językami. Nie mam problemów z angielskim i rosyjskim. Znam podstawy szwedzkiego, francuskiego i niemieckiego. To w zasadzie tyle.

Czy stara się Pan rozwijać swoje pasje? Jeśli tak,  to w jaki sposób?

No cóż oczywiście, w miarę możliwości staram się rozwijać swoje pasje. Nie mam jednak zwykle czasu na ich pielęgnację. Mam bardzo wiele obowiązków, o których nie każdy wie. Prowadzę koło prasowe, zajmuje się kołem historycznym, kołem pierwszej pomocy, a ostatnio wolontariatem, radiowęzłem i kilkoma innymi projektami. Najwięcej wolnego czasu mam zatem w wakacje. Jeżeli chodzi o podróżowanie to co roku, latem, wyjeżdżam za granicę. Staram się, żeby były to miejsca, w których jeszcze nie byłem.  Natomiast podczas trwania roku szkolnym, jak już wcześniej wspomniałem, czasem  spędzam czas w  warsztacie i zwyczajnie majsterkuję. Ponadto uczę się języka szwedzkiego i szlifuję swój angielski.

Czy chciałby Pan w przyszłości wyjechać do Szwecji na stałe?

Na pewno nie teraz. Czas pokaże (śmiech).

Zastanawiam się dlaczego nie wybrał Pan innego zawodu związanego z pana pasjami  i nie został np. przewodnikiem, piłkarzem czy architektem?

Uważam, że tak naprawdę to wszystko zależy od tego w jakim miejscu się urodziłeś i w jakim środowisku dorastałeś. Czasami na niektóre rzeczy zwyczajnie nie mamy żadnego wpływu. Ja dorastałem w otoczeniu, które nie sprzyjało edukacji i  rozwijaniu pasji. Może dlatego moje ścieżki poprowadziły mnie w stronę historii, która od zawsze była dla mnie ważna.

Ciekawi mnie czy będąc dzieckiem miał Pan te same pasje?

Tak,  jako dziecko zawsze majsterkowałem. Często moje „robótki” kończyły się niemiłymi niespodziankami. Przynajmniej raz w tygodniu w domu „wylatywały”  korki (śmiech).  Mimo wszystko większość wolnego czasu spędzałem na boisku, oczywiście grając w piłkę nożną.

Powrócimy jeszcze na chwilę do podróżowania. Czy mógłby Pan powiedzieć naszym czytelnikom, jakie kraje Pan  dotychczas odwiedził?   

W Europie zwiedziłem prawie wszystkie kraje. Niektóre na Bliskim Wschodzie i w Afryce. Najdalej udało mi się dotrzeć do Republiki Zielonego Przylądka w Afryce oraz Armenii na styku Azji i Europy.

Takie podróże są bardzo ciekawe, ale  i zarazem bardzo męczące.  Z kim Pan zazwyczaj dzieli trudy podróży?

Różnie to bywa. Czasami podróżuję z  grupą przyjaciół. Innym razem z moją drugą połową, a czasami przemierzam nieznane mi kraje zupełnie sam.

Samotne podróże muszą być niebezpieczne. Nie boi się Pan?

Absolutnie. Wszystko zależy od nastawienia i przygotowania do takiej wyprawy. Inaczej przygotuję się  jadąc pod namiot do Norwegii, a zupełnie inaczej przemierzając np. Rumunię. Tak się złożyło, że w Rumunii byłem akurat sam. Przez kilka dni przemierzyłem samotnie cały kraj i jak widzisz nic mi się nie stało. Co prawda na początku miałem trochę obaw i napotkałem wiele trudności. W Bukareszcie wylądowałem bardzo późno. W centrum nie mogłem odnaleźć hostelu, w którym miałem się zatrzymać. Nad ujściem Dunaju do Morza Czarnego nie miałem, gdzie nocować. Liczyłem na jakiś nocleg wśród miejscowej ludności. Ostatecznie udało się. W Transylwanii urządziłem sobie wycieczkę w Karpaty. W drodze powrotnej ze szczytu złapała mnie straszna burza. Przed deszczem i rwącym strumieniem schroniłem się w pieczarze. W przeddzień wylotu do Polski nie mogłem dostać się na lotnisko. Próbowałem złapać okazję. Już myślałem ,że nie dam rady dotrzeć na czas. Ostatecznie zdążyłem i udało mi się powrócić do kraju. Jeszcze innym razem zaatakowała mnie sfora dzikich psów. Wtedy przestraszyłem się nie na żarty. Przed stadem dzikach psów uratowały mnie zwyczajne kamienie. Poczułem się  trochę jak na dzikim zachodzie, ale ostatecznie dałem radę (śmiech).

Takie planowanie jest bardzo pracochłonne. Czy trudno jest zorganizować taką podróż?

Nie jest to raczej łatwe, ale daje wiele satysfakcji. Planowanie rozpoczynam najczęściej od poszukiwania miejsca, do którego chciałbym się udać. Następnie sprawdzam możliwości transportu, czyli czym i za ile mogę do danego kraju dostać. Poszukuję tanich biletów. Oczywiście robię to ze sporym wyprzedzeniem, ze względu na szalejące ceny. Następnie zapoznaję się z przewodnikami i wytyczam plan podróży. Na mapie zaznaczam miejsca, które chcę zobaczyć. Na końcu szukam zakwaterowania.

Czyli podróże kształcą. Czy zgadza się Pan z tą znaną prawdą?

Oczywiście, że podróże kształcą. Podróżując poznajemy obce nam kultury. Jesteśmy zmuszeni porozumiewać się w języku kraju, do którego się udaliśmy. Poznajemy i kosztujemy regionalne potrawy, charakterystyczne dla odwiedzanego kraju. Uczymy się także tolerancji i różnego sposobu postrzegania świata.

Czyli poprzez podróże uczymy się, a czego Pan się nauczył podróżując?

Przede wszystkim uświadomiłem sobie, że w wielu krajach na świecie można porozumieć się znając jeden lub dwa języki obce. Język rosyjski jest wciąż powszechnie używany w Armenii i Gruzji. Dzięki zaszłościom historycznym i turystyce można nim posługiwać się także w Bułgarii, Turcji, a nawet w  Egipcie no i w wielu innych krajach. Język angielski jest również językiem praktycznie uniwersalnym. Oprócz tego nauczyłem się przygotowywać marokański tażin, targować się na arabskim straganie oraz degustować porto.

To wszystko jest bardzo interesujące. Czy w przyszłym roku planuje Pan jakieś podróże?

W nadchodzącym roku w zasadzie nie planuję nic wielkiego. Chciałbym zwiedzić lepiej Włochy. Co prawda byłem tam dwa razy, ale nadal czuję niedosyt. Złamię więc zasadę, o której wspomniałem na początku naszej rozmowy i prawdopodobnie udam się ponownie do tego kraju.

Pana pasje są bardzo interesujące i z pewnością zaciekawią naszych czytelników. Czy uważa pan, że pasja jest potrzebna?

Ależ oczywiście! Pasja jest wręcz niezbędna, ponieważ daje jakieś nadzwyczajne siły, a co najważniejsze nakręca człowieka do działania. Bez pasji nie ma celu, a bez celu życie jest zwyczajnie nudne.

A pro po celu. Czy doszedł pan już do swojego?

Moim celem jest zwiedzenie wszystkich państw na świecie. Zdaję sobie sprawę, że ten cel jest raczej nie do osiągnięcia, ale będę do niego dążyć. W taki właśnie  sposób pasja wypełnia moje życie.

Dziękuje bardzo za poświęcony czas i życzę, aby wszystkie pana pasje nigdy się panu nie znudziły i żeby nadal w tak interesujący sposób wypełniały Pana życie.

Emilia Serafin